Akcja antyterrorystów w Wiszni Małej - refleksje

Akcja antyterrorystów w Wiszni Małej – refleksje

Media, jak i liczni eksperci aktualnie rozwodzą się na temat akcji pododdziału SPAP jaka miała miejsce w Wiszni Małej, w wyniku której zginął jeden z antyterrorystów. W między czasie pojawiło się również wiele subiektywnych i niesprawiedliwych opinii na ten temat. W tym również twitt Pani Jolanty Solarz, na który zwrócił uwagę Pan dr Łukasz Kister, ekspert ds. bezpieczeństwa:

Akcja antyterrorystów w Wiszni Małej – refleksje

Z tego co mi wiadomo nikt na świecie – przynajmniej jak dotąd – nie posiadł umiejętności obrony przed atakiem z zaskoczenia, bowiem na tym on właśnie polega, że nie sposób się przed nim uchronić.

Co do samego przebiegu akcji moją uwagę zwrócił jeden szczególny moment – przewrócenie się antyterrorysty z tarczą. Zacząłem zadawać sobie pytanie: co takiego doprowadziło do upadku funkcjonariusza? Stąd właśnie ten wpis, w którym pozwolę sobie m.in. na subiektywny komentarz w sprawie tego tragicznego w skutkach wydarzenia. Uprzedzam jednak, że będą to bardzo luźne przemyślenia, które z chęcią poddam Waszej krytyce.

Zaskoczenie reakcją PR’owca

Na początek krótka dygresja na temat twitt’u Pani Jolanty, która na co dzień zajmuje się bodajże “public relations”

Wypowiadać się może każdy, dosłownie. I każdy ma do tego absolutne prawo. Zanim się jednak człowiek wypowie, warto najpierw posiąść minimum wiedzy w danym temacie. W przeciwnym razie objawia się to totalnym brakiem kompetencji, jak w przypadku ww. Pani. Wyłączenie komentarzy pod nieprzemyślanym twitt’em, a ostatecznie zablokowanie twitterowego konta przed “obcymi” jest raczej dowodem na niedojrzałość niż zmysł PR’owy.

Kamizelka czy motywacja? A może jedno i drugie?

[…] Jak słabo wyszkoleni są antyterroryści, skoro potrafił go zabić człowiek bez kamizelki […].

Takie oto zdanie napisała wyżej wymieniona komentując całe zajście.

Nie wzięła jednak pod uwagę tego, że walka pomiędzy dwiema stronami to suma różnych czynników. Składa się na nie przede wszystkim wewnętrzna motywacja agresora, a konkretnie jego wewnętrzna wola do prowadzenia walki lub poddania się.

Różnorodne konflikty zbrojne pokazują, że aby zmusić przeciwnika do zaprzestania walki niekoniecznie trzeba go pozbawić życia. Sam fakt świszczących kul dookoła głowy może skłonić drugą stronę do kalkulacji “co bardziej mi się opłaca”. Jeśli wygra opcja “chcę żyć” wzrasta prawdopodobieństwo, że przeciwnik się wycofa.

Drapieżnik we wnykach prędzej odgryzie sobie łapę, aniżeli da się złapać

Stety/Niestety motywacja wewnętrzna agresora może być różna i działać na naszą niekorzyść. Jeśli bandyta uzna, że “do więzienia nie pójdę, prędzej się zastrzelę” i zostanie “przyparty do muru”, to prawdopodobnie odbierze sobie życie. Jako przykład tego typu motywacji podam zachowanie jednego z bandytów, którzy brali udział w głośnej strzelaninie zwanej jako North Hollywood Shootout. Wówczas niejaki Larry Eugene Phillips, Jr. po tym jak znalazł się w sytuacji bez wyjścia, przyłożył sobie broń palną do podbródka, a następnie popełnił samobójstwo.

Gorzej, kiedy motywacja wewnętrzna brzmi tak: “żywcem mnie nie wezmą, zabije tylu ilu się da”. Niestety walka z takim przeciwnikiem to walka do ostatecznego końca. Tego typu motywacja przyświecała przestępcom, którzy walczyli z oddziałem antyterrorystów w Magdalence. Przypuszczam, że z podobnego założenia mogli wyjść przestępcy z Wiszni Małej spod Wrocławia.

Ważna jest jeszcze jedna rzecz. Pani Jolanta napisała “skoro potrafił go zabić człowiek bez kamizelki”. Jakie to ma znaczenie? Żadne. Bardziej liczy się to, co ma się w głowie, aniżeli to, co się na sobie nosi.

Swojego czasu miałem okazję i przyjemność brać udział w szkoleniu strzeleckim organizowanym przez człowieka, który w mundurze spędził ponad 20 lat. Powiedział kiedyś bardzo mądre słowa, cytując z pamięci:

Tylko na filmach człowiek dostaje, od razu pada i mamy go z głowy. W prawdziwym życiu tak nie jest. Strzelacie do niego, a on dalej stoi na nogach i walczy dalej. Bo to jest człowiek i każdy człowiek chce żyć.

Ta chęć i wola życia to jest to, co trzyma ludzi na nogach pomimo odniesionych ran. Jest to uniwersalny mechanizm dotyczący zarówno bandytów jak i good guys.

Co z tą tarczą?

Wróćmy jednak do sytuacji spod Wrocławia. Nie ukrywam, że zaintrygowało mnie doniesienie o tym, że policjant z tarczą przewrócił się (aktualnie mówi się również o tym, że tarcza w wyniku ostrzału delikatnie obróciła mu się w dłoniach).

Przyjmijmy, że druga opcja jest tą prawdziwą – wówczas nie ma co dywagować. Jeżeli ogień skupiony był na jednym miejscu, tarcza w dłoni funkcjonariusza mogła się nieco odchylić i  stworzyć “okienko” dla kolejnych pocisków. W ten sposób trafiły one antyterrorystów, którzy szli bezpośrednio za funkcjonariuszem z tarczą. Niestety odległość od drzwi, w których stał przestępca, do pierwszego policjanta była na tyle niewielka, że nawet ogień ciągły z AK mógł być mocno skoncentrowany na jednej ze stron tarczy.

Moim zdaniem to właśnie mógł być ten element, który zaskoczył funkcjonariuszy.

Weźmy jednak na tapetę wariant pierwszy.

Co mogło doprowadzić do upadku?

Osobiście upatruję tutaj różnych czynników natury psychologicznej mocno zakorzenionych w naszym mózgu. Nawet u najlepiej wytrenowanych i wyszkolonych policjantów lub żołnierzy w chwili zagrożenia może uaktywnić się instynkt przetrwania. Mechanizm ten uruchamiany jest przez mózg mimowolnie i bez udziału świadomości. Gdybyśmy za każdym razem w sytuacji zagrożenia zastanawiali się nad tym co robić i czy w ogóle coś robić, to nasz gatunek nie przetrwałby tysięcy lat ewolucji.

Jak taki mechanizm działa w praktyce? Moim zdaniem dobrze to obrazuje poniższe nagranie z akcji antyterrorystów w USA przy okazji neutralizowania przestępcy, który napadł na bank.

Zwróćcie uwagę na to, że kiedy jeden z antyterrorystów próbuje otworzyć drzwi banku, bandyta natychmiast otwiera ogień. Reakcja policjanta, który chwycił za klamkę jest natychmiastowa – wycofanie. W tym miejscu ponownie przypomnę słowa znanego mi instruktora:

Bo to jest człowiek i każdy człowiek chce żyć.

Być może deszcz ołowiu skierowany w stronę wrocławskiego antyterrorysty uruchomił w nim dokładnie taką samą reakcję obronną, a siła kolejnych pocisków uderzających w tarczę tylko przypieczętowała tragedię? Trudno jednoznacznie stwierdzić na podstawie doniesień medialnych…

Efekt ciągłości

Wróćmy jednak do załączonego przeze mnie nagrania z akcji antyterrorystów w USA, ponieważ na uwagę zasługuje jeszcze jeden szczegół. Funkcjonariusze, którzy stali za otwierającym drzwi zrobili dokładnie to samo co on – wycofali się. Powstało coś na kształt efektu meksykańskiej fali, kiedy jeden człowiek naśladuje działanie drugiego.

W psychologii walki mówi się na to efekt ciągłości. Leo Murray w książce pt. “Psychologia wojny. Strach i odwaga na polu walki” tak opisuje to zjawisko:

[…] wojskowa psychologia posługuje się terminem ciągłości tylko w odniesieniu do ciągłości lateralnej [trzymania się razem], która sprawia, że osoby walczące w niewielkich grupach trzymają się razem. Ciągłość jest tym czynnikiem, który sprawia, że ludzie w drużynie ogniowej, sekcji czy – na upartego – również w plutonie walczą, niejako stanowiąc jedność, a nie zbiór jednostek.

dalej pisze:

Ciągłość jest jak przycisk regulujący siłę przyciągania czterech F. [Flight, Fight, Freeze, Fucking – przyp. red.] Jej działanie jest największe, gdy żołnierze mają w zasięgu wzrok swoich towarzyszy. Ciągłość sprawia, że podejmują oni decyzję o walce lub jej zaniechaniu jako grupa, a nie indywidualnie. Ciągłość jest głównym powodem, dla którego zwarty szyk sprzyjał zachęcaniu żołnierzy do wzięcia udziału w bitwie bez wycofywania się. Również ze względu na nią jednostki tak szybko upadały, gdy bitwa zmierzała w niekorzystnym dla nich kierunku. To, jak żołnierze walczą i czy w ogóle walczą, w dużej mierze zależy od tego, co robią ich towarzysze; im więcej żołnierzy ich widzi, tym silniejszy mają na niego wpływ.

To właśnie jeden z powodów, dla którego sekcje żołnierzy wojsk specjalnych czy też pododdziały AT liczą 6 osób lub mniej, bowiem efekt ciągłości ma w tym wypadku większą siłę oddziaływania na ludzi.

Na sam koniec

Jak zaznaczyłem na wstępie, ten wpis to tylko luźne dywagacje, którymi chciałbym zachęcić do dyskusji.

Zanim coś lub kogoś osądzisz postaraj się zrozumieć kontekst sytuacyjny oraz to, co ludzie mogli myśleć i czuć w danej chwili. W tym konkretnym przypadku pomyśl również o tym, że antyterrorysta, który zginął w Wiszni Małej, już nie zobaczy swoich bliskich, a oni nie zobaczą jego. I w tej przygnębiającej atmosferze przyjdzie im spędzą Święta Bożego Narodzenia.

Pomyśl o tym, zanim ponownie skrytykujesz ich w swoim komentarzu.

Dziękuję za uwagę. Śledź Bezpiecznywtlumie.pl.

Dodaj komentarz

11 komentarzy do "Akcja antyterrorystów w Wiszni Małej – refleksje"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Dariusz
Gość
Dariusz

Proszę się zdecydować, czy Pan zachęca do dyskusji, czyli między innymi stawiania niewygodnych pytań, czy mamy takich pytań nie zadawać, bo to “krytyka poległych”, w dodatku przed Świętami.

Marcin Grąbkowski
Gość
Marcin Grąbkowski

Witam Panie Dariuszu,

Nigdzie nie sugerowałem, że nie powinniśmy stawiać pytań. Stawiajmy je jednak mądrze. Zamiast pytań “kto jest winny” raczej pytajmy “co możemy następnym razem zrobić, aby nie dopuścić do takiej sytuacji, albo ryzyko jej wystąpienia zminimalizować”. Tylko tyle i aż tyle.
Pozdrawiam

Paweł
Gość
Paweł

Nie zgodzę się z tym, że to było zaskoczenie. O zaskoczeniu możemy mówić jeśli ktoś zaatakuje nas nie pozornie mijając nas na ulicy. Jeśli ktoś zaatakuje nas w sytuacji kiedy się tego nie spodziewamy, a nie kiedy podchodzimy do obiektu gdzie znajduje się uzbrojony człowiek którego chcemy zneutralizować. Nie wiem skąd Panu przyszedł do głowy pomysł z zaskoczeniem. Według mnie zgubiła ich rutyna. Setki akcji w których przeciwnik w kontakcie z AT poddaje się bez walki i przekonanie że w Polsce mało bandytów posługuje sie bronią maszynową. Ale to również są moje luźne przemyślenia.

Samaw
Gość

No to skoro było setki akcji gdzie przeciwnik się poddaje, to jednak się NIE spodziewali zaatakowania, więc mogło być to zaskoczenie. Gość mógł też się po prostu potknąć robiąc krok do tyłu.

kons
Gość
O ile czynnik psychologiczny miał tam swoje znaczenie o tyle jak sądzę to raczej czynnik fizyczny zdecydował o tragicznym efekcie końcowym. Kałasznikow, obojętnie który model to okrutnie bezwzględna i skuteczne siła rażenia tak przy ogniu ciągłym jak pojedynczym. Oddanie celnego strzału przy ogniu ciągłym, możliwe jest przy wystrzeleniu maks. 2 naboi. Od trzeciego i dalej siła odrzutu i podrzutu jest tak potężna, że nie raz przewróciła samego strzelającego. Seria skierowana obojętnie w które miejsce tarczy AT ma tak wielką siłę, że zatrzyma prowadzącego w miejscu, przechyli, a nawet przewróci na plecy dwóch pudzianów. Z bliskiej odległości najpewniej tak właśnie było.… Czytaj więcej »
deF
Gość

To powyżej to są straszliwe głupoty. Serio. Seria z AK może przewrócić co najwyżej dziecko lub filigranową kobietę, jeśli nikt im nie wyjaśni jak mają stanąć i trzymać broń. Pocisk z AK ma raptem 2000 J, pocisk z Mosina, .308 win, czy myśliwskiej breneki – 4000 J, a nawet one nie przewracają strzelających.
Proszę nie słuchać Dziewulskiego, tradycyjnie plecie trzy po trzy.

https://youtu.be/aSwQwJDUOes

kons
Gość
Ten pan z nakolannikiem strzela do celu zawieszonego swobodnie na czymś tam, a sam cel wygląda na wątpliwej twardości worek z piaskiem czy tam z czymś. Nie chce mi się rozwijać tematu ale ten test mnie w najmniejszym stopniu nie przekonuje. Nie mam też pojęcia co na ten temat sądzi pan Dziewulski. Swoje twierdzenie opieram na własnych doświadczeniach z różnymi AK i nie czuję potrzeby dalszej dyskusji na ten temat. To co napisałem jak najbardziej podtrzymuję. Bardzo możliwe, że było całkiem inaczej niż wiemy to z relacji i mam nadzieję, że dowiem się kiedyś prawdy. Tymczasem z szacunku dla tego… Czytaj więcej »
deF
Gość

Podtrzymuję, że te twierdzenia to bezpodstawne głupotki. O czym wie każdy, kto strzelał z AK czy AR15 do takich popperów lub innych celów reaktywnych i miał je okazję kalibrować – lekko skręcona śruba i blacha po strzale się nie kładzie, mimo że byłby w stanie ją położyć 5-latek. Przypadkiem uprawiam strzelectwo dynamiczne, od lat interesuję się balistyką i dalej uważam, że powyższe teksty “niesamowitej mocy AK” to opowieści z mchu i paproci.

Konrad
Gość
Konrad
Odrzucenie/położenie się z tarczą trudno jest interpretować jako reakcja obronna, raczej jako wystawienie się na ogień. Kwestia wycofania na przykładowym filmie – proszę zauważyć czemu służy to wycofanie? Wycofujemy się po to, żeby zdystansować nasze pozycje, przegrupować się i przygotować do ataku. interpretacja jedynie na płaszczyźnie “odruchu obronnego” jest zbyt płytka. Gdyby miałby to być jedynie ten odruch to istnienie takich oddziałów traci zupełnie sens. Oni po to są, żeby stawiać czoła takim właśnie sytuacjom. Moim skromnym zdaniem błąd w Wiszni Małej został popełniony na długo przed akcją – błąd nietrafnego/niepełnego rozpoznania. Przygotowując się na taką siłę ognia z pewnością… Czytaj więcej »
Paweł Żuk
Gość
Paweł Żuk

Spoko blog. Dopiero zajarzyłem że taki jest.

A tą Jolantę… Tępa dzida. Jak ją okradną niech dzwoni do dilera.

Asos
Gość
Moim zdaniem są dwa wyjaśnienia – trzymający tarczę w odruchu podczas niebezpieczeństwa przyciągnął ją do siebie odsłaniając innych antyterrorystów lub faktycznie seria z kałacha trochę ją przesunęła odsłaniając innych. Jeśli chodzi o siłę kałacha, to ja z niego strzelałem i wiem, że siłę ma. Wiem też, że jakby mi ktoś powiedział: “schowaj się za tarczę i ją trzymaj, a ja będę strzelał”, to bym się zaparł i bym ją utrzymał, ale pamiętajmy, że to była sytuacja dynamiczna – oni się przemieszczali więc trzymający tarczę nie mógł być cały czas zaparty, ponadto fizycznie nie da się utrzymywać napiętych mięśni przez długi… Czytaj więcej »
wpDiscuz