Ochrona miejsc i obiektów publicznych - fakty i mity

Ochrona miejsc i obiektów publicznych – fakty i mity

Niedawno jedna z bojówek islamistycznych wezwała swoich sympatyków do przeprowadzenia serii ataków na cele znajdujące się w Rosji. Jako najlepszy termin wskazano okres Mistrzostw Świata w piłce nożnej, które mają się tam odbyć w przyszłym roku. Islamiści wskazali również najlepsze, ich zdaniem, cele ataku. Nie są to dość dobrze strzeżone, zwłaszcza w czasie meczy, obiekty sportowe. Zamiast tego terroryści stawiają na centra handlowe, parkingi pod stadionami i inne miejsca, które są słabo chronione, a jednocześnie przewija się przez nie wiele osób.

W Polsce też mieliśmy ostatnio do czynienia z zamachem przeprowadzonym w centrum handlowym i, choć zamachowcem nie był muzułmanin, to powinien być to dla nas wyraźny sygnał, że warto przemyśleć skuteczność rozwiązań stosowanych obecnie w zabezpieczeniu tego typu miejsc.

SPRAWDŹ: atak nożownika w CH VIVO! – spostrzeżenia i wnioski

Postanowiłem zebrać w tym miejscu kilka rodzajów obiektów, których charakterystyki, a co za tym idzie sposoby zapewniania im bezpieczeństwa są bardzo podobne. Ewentualne różnice dotyczą szczegółów, które i tak trzeba uwzględnić w indywidualnych planach i instrukcjach ochrony.

Ochrona miejsc i obiektów publicznych – fakty i mity

Żeby móc rzetelnie omówić wszystkie kwestie związane z naszym tematem musimy sobie odpowiedzieć na kilka pytań.

O jakich obiektach mówimy?

Przede wszystkim o centrach handlowych. W dalszej kolejności będą to dworce, hole kinowe, świąteczne jarmarki, targowiska, miejskie deptaki, muzea, miejsca kultu religijnego, etc. Najprościej ujmując miejsca, w których gromadzą się ludzie w celu zaspokojenia potrzeb w zakresie rekreacji, wypoczynku, komunikacji, edukacji, etc. – zwyczajowo określanych mianem miejsc publicznych.

Przepisy jednak nie definiują wprost, czym jest miejsce publiczne, miejsce użyteczności publicznej, miejsce użytku publicznego, etc. Mówią natomiast o budynkach użyteczności publicznej.

Zgodnie z rozporządzeniem ministra infrastruktury z 12 kwietnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, za budynek użyteczności publicznej uważa się budynek przeznaczony dla administracji publicznej, wymiaru sprawiedliwości, kultury, kultu religijnego, oświaty, szkolnictwa wyższego, nauki, opieki zdrowotnej, opieki społecznej i socjalnej, obsługi bankowej, handlu, gastronomii, usług, turystyki, sportu, obsługi pasażerów w transporcie kolejowym, drogowym, lotniczym lub wodnym, poczty lub telekomunikacji oraz inny ogólnodostępny budynek przeznaczony do wykonywania podobnych funkcji.

Czym się charakteryzują tego typu obiekty?

Zwykle są to miejsca otwarte dla ruchu osobowego. Oznacza to, że można do nich wejść bez biletów, przepustek, czy jakichkolwiek innych utrudnień, poza drzwiami. Nad ruchem tym nie ma żadnej kontroli, co sprawia, że na teren obiektu może wejść dosłownie każdy.

Drugim, charakterystycznym elementem jest natężenie ruchu. Ono może się zmieniać w zależności od różnych czynników; Pory dnia, dnia tygodnia, czy nawet konkretnej daty (zdecydowanie więcej ludzi zaobserwujemy na parkingu pod Stadionem Narodowym w dniu meczu niż w pozostałe dni), jednak w interesującym nas kontekście należy przyjąć, że jest to natężenie raczej duże. Co z tego wynika? To, że jakiekolwiek zabezpieczenia byśmy zastosowali, nie jesteśmy w stanie obserwować i kontrolować wszystkich osób znajdujących się, w danym momencie, w granicach obiektu.

Trzecią rzeczą charakterystyczną jest stosunkowo duża powierzchnia obiektu. W wielu przypadkach jest ona dodatkowo podzielona na poziomy. Oznacza to dwie rzeczy: Po pierwsze konieczność wysokiego nasycenia środkami ochrony (zarówno fizycznymi jak i technicznymi). Po drugie wyraźny podział na dobrze widoczne powierzchnie użytkowe (np. pasaże handlowe) oraz ukryte ciągi komunikacyjne (windy, klatki schodowe, korytarze).

To są elementy wspólne dla wszystkich rodzajów omawianych obiektów. Pisząc plan, bądź instrukcję ochrony należy uwzględnić również szereg innych charakterystyk, takich jak lokalizacja, odległość od innych obiektów, możliwe drogi dojazdowe dla służb medycznych, straży pożarnej i policji itd. Są to jednak indywidualne cechy każdego obiektu i dlatego nie będziemy tu ich omawiać.

Rodzaje zagrożeń

Kolejną kwestią, którą należy rozważyć są rodzaje zagrożeń, z którymi możemy mieć do czynienia w omawianych miejscach. Tu znów należy rozróżnić zagrożenia wspólne oraz indywidualne. Do tych ostatnich należeć będzie np. możliwość zalania, jeśli obiekt znajduje się w pobliżu podatnej na wylewanie się rzeki.

Większość zagrożeń jest jednak wspólna i wynika z ogólnych, omówionych wyżej cech charakterystycznych.

Należą do nich:
  • kradzieże – zarówno kieszonkowe, jak i zabór mienia znajdującego się trwale w obiekcie;
  • dewastacja – najczęściej drobne, acz uciążliwe wybryki chuligańskie;
  • pożary – celowe podpalenia i pożary wynikające z wadliwych instalacji elektrycznych lub nieprawidłowego użycia znajdującego się na obiekcie sprzętu;
  • zaginięcia – w tym przypadku chodzi głównie o dzieci, które zgubiły się rodzicom.

Są to zagrożenia, które można nazwać typowymi. Wynikają one z tego, że w omawianych miejscach znajduje się, w jednym momencie, duża liczba ludzi, wśród których łatwo zgubić się ochronie, oraz z łatwości dostępu do nich. Wyjątkiem są tu przypadkowe pożary, które należy uwzględnić omawiając praktycznie każdy rodzaj obiektów.

Drugą kategorią zagrożeńzagrożenia incydentalne, czyli takie, które zdarzają się rzadko, albo wcale. Należy jednak o nich pamiętać pisząc plan/instrukcję ochrony. Do takich zagrożeń należą różnego typu akty terroru.

Najbardziej prawdopodobne z nich to:
  • alarm o podłożeniu bomby – często zwyczajny, głupi wybryk; rzadziej celowe wzbudzanie niepokoju u osób przebywających w danym miejscu;
  • faktyczna detonacja ładunku wybuchowego – w Polsce jeszcze do niej nie doszło, ale warto mieć na jej okoliczność opracowane procedury;
  • atak nożownika, aktywnego strzelca itp. – są to błyskawiczne ataki z zaskoczenia, więc całkowicie zapobiec im jest niezmiernie trudno, ale można minimalizować straty.

Najmniej prawdopodobnym scenariuszem jest wzięcie zakładników. W tego typu obiektach jest to niezmiernie trudne i żaden, rozsądnie planujący terrorysta nie będzie tego próbował.

Ostatnią, trzecią kategorią zagrożeń są problemy zdrowotne. Zasłabnięcia, ataki epilepsji itp. Ten rodzaj zagrożeń występuje na wszystkich obiektach, na których pojawiają się ludzie, więc niezależnie od ich rodzaju należy przeszkolić zespół ochrony w zakresie pierwszej pomocy przedmedycznej.

Aktualny stan ochrony

Powiedzmy sobie szczerze – stan zabezpieczeń omawianych obiektów jest zwykle bardzo niski. Wynika to z różnych przyczyn, wśród których pierwszą jaka przychodzi na myśl, są koszty. Inne, to jakość samych ochroniarzy, czy mocno ograniczone horyzonty ich przełożonych. Najczęściej rozmowy o bezpieczeństwie sprowadzają się do omawiania uprawnień pracowników ochrony. Zupełnie jakby nie istniały środki techniczne, które mogą, a wręcz powinny ich pracę wspierać i uzupełniać. A co z procedurami na wszelkie, możliwe do przewidzenia okoliczności? Prawidłowo wyszkolony, doświadczony pracownik, dowolnej branży, jest w stanie to i owo zaimprowizować. Jednak nie każdy dysponuje tymi przymiotami na wystarczającym poziomie. Poza tym nawet pracownik pasujący do tego opisu straci na improwizację czas, który może okazać się bezcenny. O wiele lepiej, dla wszystkich ustalić z góry sposoby reagowania na określone sytuacje i zdarzenia. Zwłaszcza w sektorze ochrony, gdzie ceną za błąd może być nie tylko strata pieniędzy, ale zdrowia, a nawet życia ludzkiego.

SPRAWDŹ: słowo krytyki o bezpieczeństwie imprez masowych

Co można zmienić?

Tę kwestię omówimy sobie w punktach.

1. Skład osobowy zespołu ochrony

Najczęściej spotykana sytuacja na obiektach, które tu omawiamy wygląda następująco: Dowódca, lub nieformalny lider (bo i takie przypadki się zdarzają) zajmuje się monitoringiem, dokumentacją, kontrolą reszty zespołu oraz załatwianiem setki innych mniej lub bardziej pilnych spraw. Pod jego komendą znajduje się wiecznie zbyt mała grupa niekwalifikowanych pracowników, którzy nie przeszli żadnego, uczciwego szkolenia. Do dyspozycji mają zestaw kamer i radia. To wszystko.

Dowódca zmiany

On ma na głowie wystarczająco dużo obowiązków. Po co obarczać go dodatkowo obsługą monitoringu? Żeby efektywnie wykorzystać możliwości wynikające z rozmieszczenia na obiekcie kamer, należy do ich przeglądania oddelegować dodatkową, wyszkoloną osobę. Co to znaczy wyszkoloną? Nic innego jak umiejącą obsłużyć przekazane jej urządzenia, jak również zaobserwować i prowadzić wspólnie z liniowymi pracownikami wykrytego podejrzanego. To nie wymaga specjalistycznych, drogich szkoleń po godzinach, ale o tym za chwilę.

Operator monitoringu

To jednak tylko człowiek. Musi czasem coś zjeść, zapalić, udać się na stronę, dać odpocząć oczom. Wtedy, na chwilę, może go zastąpić dowódca, lub inny pracownik. W ten sposób monitoring wizyjny jest cały czas aktywny. Zwiększa to szansę wykrycia zagrożenia zanim ono rzeczywiście nastąpi.

Zespół liniowy

Jak już ustaliliśmy, to najczęściej pracownicy niekwalifikowani. Często można spotkać się z głosami oburzenia, że tacy pracownicy niewiele mogą i należy ich zastąpić osobami z wpisem na listę kwalifikowanych pracowników ochrony oraz wyposażyć w środki przymusu bezpośredniego. Takie rozumowanie jest błędne. Dlaczego? Bo nie bierze się w nim pod uwagę kosztów takiej zamiany. Podstawowym zadaniem zespołu ochrony (całego) jest obserwacja i zgłaszanie wykrytych nieprawidłowości. Oni nie muszą walczyć z terrorystami, gasić pożarów, czy prowadzić operacji na otwartym sercu. Od tego są specjaliści, których należy wezwać. Ale, żeby wezwać specjalistów trzeba najpierw wiedzieć po co – czyli wykryć zagrożenie. Pracownicy niekwalifikowani są, mówiąc wprost, tańsi, więc można zatrudnić większą ich liczbę, aby rozstawić ich możliwie najgęściej.

Kolejną rolą zespołu ochrony jest odstraszanie. W tym miejscu niejeden z Was się uśmiechnął. Jak staruszek z orzeczeniem o stopniu niepełnosprawności ma odstraszyć bandytę? A jednak może. Powiedzmy sobie uczciwie – nie każdego. Wcześniej jednak ustaliliśmy już jakie są najbardziej typowe rodzaje zagrożeń na omawianych tu obiektach. To nie są krwawe zbrodnie dokonywane przez szaleńców, czy psychopatycznych fanatyków, tylko drobne wykroczenia popełniane przez znudzoną młodzież. Na nich wystarczy, najczęściej, krzyknąć i odstępują od swoich niecnych zamiarów.

Wykwalifikowane wsparcie

W przypadku, gdy spodziewamy się poważniejszych zdarzeń, jak ataki terrorystyczne, można uzupełnić skład zespołu kilkoma (w zależności od wielkości obiektu i budżetu) pracownikami kwalifikowanymi i wyposażyć ich w pałki teleskopowe i kajdanki. Użycie gazu może być skuteczne na otwartym terenie. W zamkniętych, nawet dużych, pomieszczeniach, jest to dość ryzykowny pomysł. Tym bardziej pomysł na uzbrojenie ochroniarzy w broń palną zasługuje na odrzucenie. Przypomnijmy sobie czym się charakteryzują miejsca, które tu omawiamy. Dużym natężeniem ruchu osobowego. Mówiąc prościej – tłumem. A żeby strzelać w tłumie, trzeba umieć naprawdę dużo więcej niż uczy się przeciętnego pracownika ochrony.

Kwestią wartą rozważenia jest umundurowanie wspomnianych pracowników. Obecne przepisy nakazują umundurować ich i wyraźnie oznakować. Kosmetyczna zmiana tych przepisów pozwoliłaby rozmieścić tych ludzi incognito. W ubraniach cywilnych. Tak, by potencjalnemu zamachowcowi utrudnić ich rozpoznanie, a co za tym idzie wyeliminowanie ich w pierwszych sekundach ataku.

SPRAWDŹ: co wspólnego ma Robert Lewandowski z ochroną osób i mienia

Przejdźmy dalej.

2. Środki techniczne

Kamery to, cytując klasyka, oczywista oczywistość. Są niemal na każdym obiekcie. Ale dlaczego ograniczać się do samych kamer? Przecież istnieją już dość skuteczne i w miarę proste w obsłudze programy i aplikacje do rozpoznawania twarzy, zdalnego sterowania wyjściami ewakuacyjnymi itp.

Bardziej kompetentni do wypowiadania się w tym temacie są jednak pracownicy zabezpieczenia technicznego. Oni najlepiej wiedzą czym dysponują. Nie mniej jednak, wiele się mówi o zastępowaniu ludzi środkami technicznymi. A może, zamiast ich zastępować, lepiej rozbudować system, który będzie efektywnie wspomagał ich pracę.

3. Łączność

Ta musi być dwutorowa. Poza radiem, które lubi się rozładowywać, albo generować zakłócenia, w najmniej odpowiednim czasie, warto wykorzystać telefony jako zapasową linię łączności. Można do tego celu wykorzystać prywatne telefony pracowników. Należy tylko przypilnować, by każdy miał swój w kieszeni. Że będą przeglądać internet zamiast pracować? I na to znajdzie się rada.

4. Szkolenie

Starzy żołnierze znają maksymę:  “Jak się wojsko nudzi, to głupieje”. To samo można powiedzieć o każdej innej grupie ludzi. Należy zatem zadbać o to by nasz zespół ochrony nie nudził się i nie popadał w rutynę.

Szkolenie zwykle kojarzy się wszystkim z dodatkowymi kosztami, dodatkowym czasem, który trzeba na nie poświęcić i innymi niedogodnościami. A przecież można połączyć przyjemne z pożytecznym. Zapewnić pracownikom zajęcie i szkolenie jednocześnie. Najprostszy przykład. dowódca ogłasza przez radio alarm pożarowy w strefie takiej i takiej. Pracownicy, którzy są najbliżej powinni udać się we wskazane miejsce i zweryfikować alarm, znaleźć uszkodzony Ręczny Ostrzegacz Pożarowy zwany potocznie ROP-em itp.

Płyną z tego same korzyści. Pracownicy lepiej poznają obiekt, uczą się szybkiego reagowania na alarmy i nie mają czasu na dekowanie się.

Albo wspólny trening zespołu liniowego i monitoringu. Wyszukujemy na kamerach charakterystyczną osobę (pana z teczką, panią w żółtych leginsach, chłopaka w kapturze… kogokolwiek) i podajemy jej opis przez radio. Operator śledzi ją (przez określony czas) na kamerach, a pracownicy liniowi muszą DYSKRETNIE, ją namierzyć i podać lokalizację. Albo odwrotnie. Pracownik liniowy wskazuje osobę a operator wyszukuje ją na kamerach.

W ten sposób pracownicy ochrony uczą się współpracy, prowadzenia prawidłowej łączności radiowej, podawania zwięzłych i trafnych opisów. Umiejętności w sam raz na sytuację, w której trzeba będzie namierzyć prawdziwego podejrzanego.

I to wszystko za darmo, w ramach codziennej pracy.

5. Dobór ludzi

Powiedzmy sobie szczerze – do tej pracy nie są potrzebni komandosi z bicepsem większym od głowy, kocią zwinnością i sokolim wzrokiem. Nie można jednak popadać w drugą skrajność i zatrudniać każdego kto się zgłosi. Należy wybrać takich, którzy będą w stanie wykonać powierzone im zadania. I choć nie są to zadania szczególnie trudne, to jednak nie każdy się do tego nadaje.

6. Współpraca

Jak już ustaliliśmy, ochrona fizyczna, to tylko jeden z elementów większego systemu bezpieczeństwa. Żeby skutecznie wykonywać swoje zadania musi współpracować z innymi podmiotami – policją, strażą pożarną, pogotowiem ratunkowym. Te służby należy, bezwzględnie wziąć pod uwagę opracowując plan/instrukcję ochrony obiektu. Sam ochroniarz ma określone zadania, uprawnienia i umiejętności. Nawet gdyby był szczególnie ambitny, zdolny i wszechstronnie wyszkolony, to pewnych czynności zwyczajnie nie jest w stanie wykonać, ponieważ wymagają one wezwania specjalistów. Zadaniem szefa ochrony jest zapewnienie dobrej współpracy pomiędzy jego ludźmi, ale również pomiędzy nimi, a odpowiednimi służbami.

Cele i zadania ochrony

Tak zorganizowana ochrona nie zapewni bezpieczeństwa w każdej sytuacji. Ale przecież żadna tego nie zrobi. Jeśli jakimś cudem klient zdecyduje się ponieść olbrzymie koszty związane z zatrudnieniem kwalifikowanych, uzbrojonych po zęby pracowników z doświadczeniem w jednostkach specjalnych, to potencjalny zamachowiec znajdzie inny sposób żeby przeprowadzić atak. Na przykład użyje bomby. W takim razie zatrudnijmy dodatkowo zespół saperów. Kolejne koszty. Jednak “nieszkodliwy staruszek” w mundurku nie jawi się zamachowcowi jako zagrożenie. Zaatakuje on nie oglądając się na ochronę, która będzie miała czas powiadomić policję, odciąć drogi dojścia do zagrożonego sektora, przeprowadzić ewakuację… na końcu, jeśli sytuacja na to pozwoli, spróbować zneutralizować zagrożenie. Ochrona uzbrojona ma środki do podjęcia walki od razu, ale, z drugiej strony, zamachowiec też jest tego świadom. W pierwszej kolejności zaatakuje właśnie ochronę, żeby ją wyeliminować. A jeśli ochroniarz będzie martwy, lub nawet ranny, to kto zadba o bezpieczeństwo innych osób znajdujących się jeszcze poza strefą ataku?

Powtórzmy jeszcze raz. Rolą przeciętnego ochroniarza nie jest przeprowadzanie skomplikowanych zabiegów chirurgicznych ani gaszenie dużych pożarów. On ma udzielić doraźnej pomocy, czy ugasić palący się śmietnik. Do poważniejszych zadań wzywa specjalistów. Podobnie nie jest jego zadaniem walka z zamachowcami. Od tego również są odpowiednie jednostki policji i wojska. Jego zadaniem jest wykryć zagrożenie, zabezpieczyć okolicę przed dostępem osób z zewnątrz (żeby nie dostarczać napastnikowi dodatkowych ofiar) i przeprowadzić ewakuację. Resztę ma zostawić fachowcom.

Jak oceniać skuteczność ochrony obiektu?

Postaw siebie w roli terrorysty

Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie postawmy się na chwilę na miejscu zamachowca. Chcemy przeprowadzić atak, powiedzmy na centrum handlowe. Jak się do tego zabieramy? Na początek robimy rozpoznanie celu. Sprawdzamy jak duży on jest, ile potencjalnych ofiar możemy tam znaleźć, jak działa ochrona itd. Niektóre dane można znaleźć w internecie, ale nic nie zastąpi osobistej wycieczki na miejsce planowanego ataku i obejrzenia go sobie z bliska. Co to oznacza? Ni mniej ni więcej tyle, że musimy tam spędzić trochę czasu.

Co na to ochrona obiektu?

Na tym etapie nie muszą jeszcze z nikim walczyć. Spacerują sobie po galerii i obserwują. Do zamachu jeszcze dużo czasu. Jednak już teraz któryś z pracowników zauważa, że jeden z klientów nie wykazuje specjalnego zainteresowania sklepami. Przygląda się natomiast jemu, kamerom, może coś sobie notuje lub szkicuje. Zauważywszy to, nasz ochroniarz daje znać operatorowi monitoringu, który bierze delikwenta na cel i również prowadzi obserwację. Jeśli to możliwe, przy użyciu dostępnego sprzętu, stara się utrwalić jak najwięcej szczegółów – twarz, ubiór, sposób poruszania się itd. Woła również dowódcę, który decyduje się zawiadomić policję o potencjalnym zagrożeniu. Oficer dyżurny trochę marudzi, żeby mu nie zawracać głowy błahostkami, ale nasz dowódca się upiera…

Przyjeżdżają policjanci, oglądają nagranie i rozpoznają na nim faceta, którego już od jakiegoś czasu mieli na oku. Przejmują sprawę. Zacieśniają obserwację naszego terrorysty i w końcu go zatrzymują. W wywiadzie dla telewizji całą zasługę przypisują sobie, ale my wiemy lepiej. To nasza ochrona, złożona z niezbyt bojowo wyglądających, starszych panów, bez oddania jednego strzału, bez wdawania się w walkę wręcz, bez wpisu na listę kwalifikowanych pracowników ochrony, udaremniła zamach na licznie odwiedzaną przez ludzi galerię.

To jest właśnie skuteczna ochrona. Taka, która udaremnia atak z wyprzedzeniem. Jeśli zamachowiec wejdzie na obiekt i wyciągnie broń, czy to nóż, czy karabin, to żadne karate, ani strzelanie, nie zatrą faktu, że błąd popełniono dużo wcześniej.

SPRAWDŹ: pracownik ochrony – cichy bohater

Brzmi jak bajka?

Możliwe. Jednak nie jest to bajka ani trochę mniej prawdopodobna jak ta, w której zamachowiec jest idiotą i przeprowadza zamach bez wcześniejszego przygotowania, rozpoznania i wyeliminowania zagrażających mu, uzbrojonych ochroniarzy, którzy (ponieważ ciągle żyją) dzielnie wdają się z nim w wymianę ognia. W samym środku tłumu biegających wszędzie, wystraszonych ludzi.

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Ochrona miejsc i obiektów publicznych – fakty i mity"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
trackback

[…] SPRAWDŹ: ochrona miejsc i obiektów publicznych – fakty i mity […]

trackback

[…] SPRAWDŹ: ochrona miejsc i obiektów publicznych – fakty i mity […]

trackback

[…] SPRAWDŹ: ochrona miejsc i obiektów publicznych – fakty i mity […]

wpDiscuz