• Home
  • /
  • ochrona
  • /
  • Szeryfowie bez gwiazdy. Krytycznie o polskich ochroniarzach – część 2
Szeryfowie bez gwiazdy. Krytycznie o polskich ochroniarzach – część 2

Szeryfowie bez gwiazdy. Krytycznie o polskich ochroniarzach – część 2

Nie jesteśmy prywatną policją. Czyli o różnicy między misją a pracą ochroniarza

Pasjonaci, ludzie z misją, strażnicy prawa i porządku, piękne wojowniczki o miłość i sprawiedliwość… a nie, to ostatnie to z kreskówki. Wkradło się do tekstu, bo jak ulał pasuje do pozostałych określeń jakimi opisują się niektórzy ochroniarze.

Spotkałem się również z takimi stwierdzeniami jak: “wyręczamy policję” czy “odwalamy brudną robotę za policję” lub “policjanci, dzięki nam, poprawiają sobie statystyki”.

Wszędzie tylko policja i policja. I misja. No i trzeba mieć broń, żeby chronić życia ludzi na naszych obiektach.

Szeryfowie bez gwiazdy. Krytycznie o polskich ochroniarzach

Proponuję zapytać dowolnego policjanta, jak często zdarza mu się użyć broni w celu ratowania czyjegoś życia, lub choćby tylko zdrowia. A teraz zapytajmy, jak często zdrowie i życie ratują lekarze i strażacy.

Nie zrozumcie mnie źle. Policjanci wykonują bardzo potrzebną i odpowiedzialną pracę. Tyle, że zdecydowanie częściej polega ona na drobiazgowej analizie dowodów w celu złapania przestępcy. Albo na doraźnym utrzymywaniu porządku na swoim terenie. Bezpośrednie ratowanie życia o wiele częściej zdarza się innym. Oni to doskonale rozumieją. Dlaczego zatem nie chcą tego zrozumieć ochroniarze? Dlaczego nie tylko porównują się z policją, ale dodatkowo, nie rozumieją swojej roli w całym systemie bezpieczeństwa?

Szczerze przyznam – nie wiem. Mógłbym tu snuć teorie, o amerykańskich filmach, kompleksach, ułańskiej fantazji, ale naprawdę, żadna z nich nie wyjaśnia całego tego nieporozumienia.

Może zatem spróbujemy się zastanowić czym jest ochrona i jakie jest jej miejsce we współczesnym świecie.

Superpolicja

Są tacy, którym wydaje się, że ochrona to coś w rodzaju superpolicji. Dlaczego? Bo pierwsi dojeżdżamy na alarm. Brzmi bohatersko. Dopóki nie przyjrzymy się, dlaczego tak się dzieje. Otóż, według niektórych źródeł nawet do 95%  alarmów, które przychodzą z obiektów, to alarmy fałszywe. Wywołane jakąś drobną usterką systemu, błędnym rozpoznaniem kota jako włamywacza, czasem szybko zmieniającymi się warunkami pogodowymi itd., itp. Angażowanie policji do sprawdzania tego sparaliżowałoby jej pracę. I byłoby piekielnie drogie. Dlatego gros tego typu usług świadczą prywatne firmy ochroniarskie. Na Stację Monitorowania Alarmów (SMA) przychodzi sygnał włamania, operator wysyła Grupę Interwencyjną (albo jakiś inny, podobny do niej zespół), która weryfikuje ten alarm. Dopiero kiedy stwierdzi, że zdarzenie jest prawdziwe to powiadamiana jest policja. Dopiero wtedy. Jak zatem policjanci mieliby się pojawić na miejscu zdarzenia przed patrolem ochrony, skoro nawet nie wiedzą o tym zdarzeniu?

Tym samym wcale nie jesteśmy lepsi od policji. Po prostu informację o alarmie dostajemy o wiele szybciej niż oni. Ot i cała tajemnica.

No dobrze. Dojechaliśmy na miejsce, szyba wybita, złodziej ucieka (zbieżność okoliczności przypadkowa). Cóż robić zatem? Gonić złodzieja. To naturalny odruch. A jak ucieka zbyt szybko, to zatrzymać go ośmioma gramami ołowiu. Przecież to oczywiste. Jak przyjadą policjanci, to pochwalą nas, a potem sobie przypiszą zasługę.

Tak przynajmniej zdaje się rozumować przeciętny człowiek. Tylko, że znów nie bierze pod uwagę wszystkich okoliczności. Złapać złodzieja to jedno. Ukarać go… to zupełnie inna para kaloszy. Żeby to zrobić trzeba mieć dowody. Nie zawsze fakt, że był akurat na obiekcie jest wystarczający. Trzeba jeszcze zabezpieczyć ślady włamania, ewentualne ślady kryminalistyczne (odciski palców itp.). A kto ma się tym zająć, jeśli ochrona będzie akurat zajęta ganianiem za bandytą?

Istota ochrony

To cyniczne, co powiem, ale jeśli złapiemy bandytę, ale nie będzie przeciw niemu dowodów, to sami możemy mieć problemy. Jeśli natomiast bandyta nam ucieknie, ale dobrze zabezpieczymy ślady, jakie zostawił, to już policjantów w tym głowa, żeby, dzięki nim złapać naszego uciekiniera. Oni się tego uczą. I na ogół dobrze im to wychodzi. To nie jest wiedza tajemna. To wiedza na poziomie amerykańskich filmów sensacyjnych. A mimo to nawet ona wydaje się nieosiągalna dla niektórych ochroniarzy.

Słynna pierwsza linia ochrony przed terrorystami też jest, często, mylnie interpretowana. Pierwszą linią obrony nie jest bowiem człowiek, który strzela do terrorysty, tylko ten, który go rozpoznaje i podaje namiar wyszkolonemu fachowcowi.

Zatem tak, pracownik ochrony, nawet niekwalifikowany, może być uznany za pierwszą linię obrony przed terroryzmem. Pierwszą, czyli rozpoznawczą. A nie bojową.

Misja

Czy zatem możemy mówić o jakiejś misji ochroniarskiej? Oczywiście. Ale nie jest ona tym, czym niektórzy chcieliby, aby była. Nie jest to bowiem samotna walka z bezprawiem. Misją ochroniarza jest wypełniać zadania pomocnicze względem wyspecjalizowanych służb.

Nikt nie wymaga od ochroniarza, żeby ratował życie ludzi podając im leki, czy przeprowadzał zabiegi chirurgiczne, kiedy są chorzy. On ma „tylko” udzielić doraźnej, pierwszej pomocy. I wezwać fachowców, dzwoniąc pod 112.

Nikt nie wymaga również, alby wynosił ofiary pożaru z płonącego budynku lub samotnie gasił płonące obiekty. On ma „tylko” zlokalizować miejsce pożaru, jeśli to możliwe to ugasić, a jeśli nie, to wycofać się i… zadzwonić pod 112.

Dlaczego zatem tylu ludzi upiera się, że powinniśmy wyręczać policję i inne służby w łapaniu przestępców? A kto, w tym czasie, zabezpieczy teren, ślady, odetnie drogi dojścia osobom postronnym? Kto wykona te wszystkie zadania?

Rolą ochrony nie jest walka z przestępczością. Ochroniarz ma odnotować fakt popełnienia przestępstwa, zabezpieczyć co trzeba i… wykręcić 112.

Trochę inaczej wygląda to w przypadku bezpośredniej ochrony osobistej, ale to temat na inny tekst.

Pasja?

Wspomniałem już, że część ochroniarzy uważa ten zawód za swoją pasję. Ich sprawa. Zastanawia mnie jednak jak puste i nudne musi być ich życie, jeśli pasją nazywają podnoszenie szlabanu, bądź jeżdżenie na fałszywe alarmy i meldowanie po kilkanaście razy dziennie: „Sprawdzono. Bez uwag”.

Przesadzam? Być może trochę, ale wynika to z faktu, że znaczna część tych ochroniarzy potrafi w jednym zdaniu mówić o pasji i równocześnie upierać się, że nie potrzebują się dokształcać, bo wszystkiego nauczyli się już dawno temu. Na zaledwie 3-miesięcznym kursie weekendowym.

Przeczytaj również: Szeryfowie bez gwiazdy. Krytycznie o polskich ochroniarzach – część 1

7
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
5 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
TomekHubert Kwintalolaf Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
olaf
Gość
olaf

Myślę że powinniśmy przyjrzeć się jak funkcjonuje ochrona np w UK to jest bardziej służba informacyjną i obsługa klienta. na początku sceptycznie na to patrzyłem ale naprawdę to działa. Tylko z drugiej strony patrząc w UK nikt od razu do Ciebie z łapami nie wyskakuje bo prawo jest bardziej restrykcyjne. i za byle pierdoły można iść siedzieć. Moim zdaniem broń w Polsce powinna być ochronie zabrana, więcej kłopotu jak się ja zgubi niż jak się jej użyje a to pierwsze częściej się zdarza. w branży jestem już 18 lat i wiele widziałem. reasumując- więcej conflict management mniej p83.

Tomek
Gość

“Dlaczego zatem nie chcą tego zrozumieć ochroniarze? Dlaczego nie tylko porównują się z policją, ale dodatkowo, nie rozumieją swojej roli w całym systemie bezpieczeństwa?” Przyczyną są ludzie. Ludzie, którzy utożsamiają autorytet z siłą fizyczną – najczęściej dlatego, że tylko z takimi autorytetami spotykali się w dotychczasowym życiu, albo dlatego, że żadnym innym autorytetem być nie potrafią. Pożądają więc możliwości legalnego użycia siły fizycznej wobec innych i właśnie z tego powodu chcą się zatrudnić w ochronie, policji, wojsku czy dowolnej innej formacji. I to jest samo w sobie ok. Tzn. trudno od kogokolwiek oczekiwać zachowań innych, niż będące wypadkową wzorców z… Czytaj więcej »

Hubert Kwintal
Gość
Hubert Kwintal

Czy to nie zbyt radykalne podejście? W końcu mówimy o formacjach, z definicji, uprawnionych do używania przemocy. Tam muszą trafiać ludzie, którzy nie mają z tym problemu.
Masz jednak rację, że wymagają oni “specjalnego traktowania”, w postaci stałego monitorowania zachowań, reakcji na stres itd. W przeciwnym razie tylko ich dobra wola dzieli ich od nadużycia uprawnień.

Tomek
Gość

Byłbym w stanie zatrudnianie takich ludzi w wojsku, czy nawet w prywatnych formacjach takich jak Academi (dawniej Blackwater) – pod warunkiem, że będą działać na terenie konfliktów zbrojnych. Niech tam sobie wyładowują swoją agresję.

Natomiast w granicach Polski widzę dla takich ludzi 2 miejsca do użycia siły:
– siłownia, sala gimnastyczna, ring itp.
– spacerniak więzienny

A mówimy o formacjach powołanych przede wszystkim do przestrzegania prawa i do pomocy. Używanie przemocy to tylko jedna ze składowych. Inaczej równie dobrze można by powiedzieć o policji, że jest to formacja z definicji powołana do jeżdżenia na sygnale…

Hubert Kwintal
Gość
Hubert Kwintal

Policja jest powołana do tego by utrzymywać porządek i pilnować przestrzegania prawa. Choćby wiązało się to z użyciem przemocy. Dlatego ma do tego uprawnienia. Podobnie inne formacje mundurowe. Są to uprawnienia ściśle reglamentowane. Każda formacja ma opisany ustawowo katalog środków oraz przypadków ich użycia.
I w tym katalogu musi się zmieścić.
Dlatego są tam potrzebni różni ludzie. Również ci mniej skłonni do refleksji, za to z lepszym refleksem ;).
Bo kiedy trzeba negocjować to trzeba, ale bywa i tak, że trzeba zwyczajnie przyłożyć pałą pod kolano 😉

Tomek
Gość

Ok, ale to, że policja jest do tego powołana i że czasem trzeba użyć przemocy, nie oznacza jeszcze, że powinno się w niej zatrudniać ludzi, których właśnie do tej przemocy ciągnie. Raczej powinno się stosować zasadę “kochającej matki”, która czasem musi przyłożyć, ale zanim to zrobi, pomyśli 10 razy czy NA PEWNO jednak musi, a potem przez kolejne miesiące będzie miała wyrzuty sumienia. Takich ludzi powinno się zatrudniać, ponieważ właśnie tacy ludzie dają SAMI Z SIEBIE gwarancję, że nie będzie dochodziło do nadużywania przemocy. A że tacy będą mieli gorszy refleks czy skuteczność? Trudno, prawa człowieka i prawa obywatelskie to… Czytaj więcej »

%d bloggers like this: