• Home
  • /
  • ochrona
  • /
  • Szeryfowie bez gwiazdy. Krytycznie o polskich ochroniarzach – część 3
Szeryfowie bez gwiazdy. Krytycznie o polskich ochroniarzach – część 3

Szeryfowie bez gwiazdy. Krytycznie o polskich ochroniarzach – część 3

”Prawdziwa ochrona”. Czym jest i dlaczego mało kogo na nią stać?

W poprzednim wpisie z cyklu: Szeryfowie bez gwiazdy, podjąłem się karkołomnego zadania. Spróbowałem wyjaśnić czym zajmuje się przeciętny pracownik ochrony. Pozwoliłem sobie też na przytyk pod adresem osób głoszących tezę, że “prawdziwa ochrona” to świetnie wyszkoleni, dobrze uzbrojeni, zdyscyplinowani specjaliści.

Spieszę poinformować, że tak definiowani ochroniarze istnieją. I pracują również w Polsce.

Dlaczego jest ich tak mało?

Problem z ochroniarzami, którzy odpowiadaliby opisom podawanym przez “szeryfów-pasjonatów” jest taki, że omawiany poziom wiedzy i umiejętności osiąga się latami. Latami szkoleń, treningów, zgrywania zespołów w prawdziwych misjach bojowych.

Tak, tacy ludzie, zanim trafią do prywatnych firm ochroniarskich, latami służą, szkolą się i wykonują zadania bojowe w wojsku, policji i innych służbach. Często w oddziałach specjalnych tych formacji. Zanim osiągną oni pożądane kwalifikacje, w ich szkolenie i doświadczenie inwestuje się ogromne pieniądze.

Osiągnięcie podobnego poziomu na komercyjnych kursach dla Kwalifikowanych Pracowników Ochrony Fizycznej jest właściwie niewykonalne. A już na pewno nie, jeśli pozostaną one w obecnym kształcie. Przeszkody są dwie: Czas i pieniądze.

Czas

Jako się rzekło, szkolenie zawodowego żołnierza, czy policjanta trwa przez cały okres jego służby. Co najmniej kilka lat. Kilka lat ćwiczeń, wykładów, a także codziennej, żmudnej pracy. Patrolowania, stania na warcie, zabezpieczania terenu itd. W tym czasie nie tylko pogłębia się wiedza i rozwijają umiejętności. Wyrabiają się również nawyki.

Jak to się ma do szkolenia pracownika ochrony? Szkolenie ochroniarzy, w zależności od rozplanowania grafiku (czy pięć dni w tygodniu, czy tylko weekendy) może trwać od 2-3 miesięcy do maksymalnie dwóch lat (w tym przypadku zjazdy odbywają się góra dwa razy w miesiącu). Łącznie niewiele ponad 200 godzin. W tym czasie kandydat na ochroniarza musi poznać przynajmniej podstawowe przepisy, zasady organizowania ochrony osób, obiektów, konwojów, poznać zasady bezpiecznego posługiwania się bronią, nauczyć się z niej strzelać… A jeszcze dochodzą techniki interwencyjne.

Efekt jest taki, że każde z tych zagadnień jest w stanie poznać bardzo pobieżnie. Nie ma natomiast możliwości wypróbować zdobytej wiedzy i umiejętności w praktyce.

Pieniądze

No dobrze. Skoro program szkolenia jest wadliwy, to czemu go nie rozszerzyć? Już spieszę z odpowiedzią: Bo to kosztuje. I to nie mało.

Opłacenie wykładowców, instruktorów, wynajęcie obiektów (sal, strzelnicy itd) to koszty. Firmy ochroniarskie nie są instytucjami charytatywnymi, a indywidualnego klienta nie stać na potężny, rozbudowany kurs, który choćby z daleka przypominał szkolenie zawodowego żołnierza lub policjanta.

Możliwości

Dlatego trzeba iść na pewne kompromisy. Albo udawać, że podstawowe przeszkolenie wystarczy, by zrobić ze zwykłego Kowalskiego (lub zwykłej Kowalskiej – wszak kobiety również pracują w tej branży) komandosa i stawiać mu nierealne zadania. Albo spuścić z tonu, wziąć pod uwagę ograniczenia i postawić przed ochroną zadania możliwe do zrealizowania.

Należy tu wyraźnie zaznaczyć, że usługi świadczone przez doświadczonych i dobrze wyszkolonych ochroniarzy są, z reguły, zauważalnie droższe, zatem nie każdego klienta na nie stać.

Krótko na koniec

Ochroniarze, których nie tylko w przenośni, ale też dosłownie, można określić mianem komandosów istnieją. I bardzo dobrze. Wszak Istnieją również klienci gotowi płacić niemałe pieniądze za ich usługi. Jednak, jak w przypadku każdej innej usługi, czy towaru, również w ochronie istnieją różne oferty. Różniące się ceną, jakością, stopniem zaawansowania itd.

Określanie całej branży przez pryzmat jednej z tych ofert jest, łagodnie mówiąc, nielogiczne.

Pierwsza część cyklu pt. “Szeryfowie bez gwiazdy”: “Absurdalny wyrok”… czyli znowu o Malborku

Druga część cyklu pt. “Szeryfowie bez gwiazdy”: Nie jesteśmy prywatną policją. Czyli o różnicy między misją a pracą ochroniarza

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: